Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blablabla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blablabla. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 czerwca 2014

spodenki mundialowe ;)

Z bawełny z motywem Diego na boisku powstały przedwczoraj spodenki. Synu cierpi na brak spodenek, powyrastał ze wszystkiego. 
Zdjęcia robiłam na szybko, zaraz po uszyciu. 



(sokole oko zobaczy, że coś z nimi jest nie tak ;) przecięło się nie tam gdzie trzeba i musiałam jakoś naprawiać ;))

Wczoraj miała być sesja na modelu i właścicielu, ale... dziecię się potłukło. Mistrzu przejechał sobie sam nogę na rowerze. Kostka skręcona. Na chwilę obecną wygląda tak ;) Tragedii nie ma. Ot dzieciństwo :)

A poza tym...
Sterta pozaczynanych robótek wszelkich leży, piętrzy się. Wszelkiej maści,  szycie, dzierganie, koraliki, sutasz, itd itp. Przydałoby się w końcu pokończyć wszystkie projekty, wcielić w życie nowe pomysły. Motywacja do działania powoli wraca, trochę się zmuszam, ale siedzenie na tyłku i dumanie nic nie przyniesie ;) 
Tak więc wszystko możliwe, że zacznie się tu w końcu jakiś ruch. 

Jak już się rozpisałam, to się nowym nabytkiem pochwalę :) Nowa zabawka- overlock W6 454D (przybył w towarzystwie materiałów, nici, wykrojów :))
Maszyna szyje, ja jeszcze żyję, jest dobrze. A szczerze mówiąc bałam się, że nie ogarnę. Jeszcze poogarniać muszę, ale wiem, że się da i że to nie gryzie ;)

A teraz wracam do szydełka

Pozdrawiam ciepło
Buziaki

środa, 1 stycznia 2014

jaki będzie rok 2014?

Jaki on będzie?
No, na pewno lepszy od 2013...
-mąż mnie nie opuści (bo już to zrobił)
-rozwodu nie będzie (bo już po rozwodzie)
-pracy nie stracę (bo już jej nie mam), mogę,  tfu... muszę mieć nową (w przeciwieństwie do męża,  bo tego nowego mieć nie muszę)
-no... mieszkanie stracę,  bo na sprzedaż poszło,  ale to w styczniu i formalności w toku, więc zaliczam do starego roku
-poza tym do stracenia chyba nic nie mam, za to mam:
  -zdrowie
  -zdrowe dzieci ♡♥♡♥
  -wsparcie rodziny (głównie mamy, za co tu jej dziękuję)
  -w głowie (w miarę) poukładane
  -więcej szczęścia niż rozumu
  -znajomych, na których mogę liczyć (choćby na dobre słowo,  które znaczy wiele)
  -...
  -no duuuuuużo mam :) mam Boga, mam wiarę,  mam pasje...

I to pomoże przejść przez ten rok i następne...

I Wam życzę,  żeby zdrowie i miłość gościły cały rok u was (nie, niech mieszkają,  a nie goszczą), a reszta się pojawi.

Pozdrawiam :***


środa, 30 stycznia 2013

ciasto czekoladowo... bakaliowe?

Bo czy daktyle i morele to bakalie czy raczej suszone owoce? ;)
Leżały daktyle... już nie leżą ;) 
Pobiegałam po zakamarkach różnych, pozbierałam, co leżało zaczęte, a nie skończone i zrobiłam ciasto. Mama patrzyła z przerażeniem... Chcecie też się przerazić? 
Zapraszam więc do spróbowania mojego ciasta :D

wykorzystane do niecnego czynu kuszenia męża mojego (i nie tylko jego) zostały:
  • suszone daktyle bez pestek 200g
  • suszone morele 100g
  • suszona żurawina 100g 
  • rodzynki 100g
  • cukier waniliowy
Daktyle i morele pokroiłam, dorzuciłam żurawinę i rodzynki, zalałam wodą i ugotowałam z dodatkiem cukru waniliowego. Chwilę się pogotowało, odstawiłam i przykryłam.

Czekolady gorzkiej nie było, ale była taka:




2 tabliczki czekolady wylądowały w garnku z łyżką miodu (miałam pod ręką leśny) i odrobiną mleka. Mleko dodałam "na oko" tak, żeby uzyskać jednolitą masę czekoladową. Po podgrzaniu odstawiłam.
 
Następnie

  • 100g miękkiego masła
  • 5 łyżeczek cukru (myślę, że i 3-4 byłoby w porządku)
zmiksowałam i dodałam 2 jajka (wciąż miksując). 
Następnie dodałam:
  • 150g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
znów zmiksowałam do uzyskania jednolitej masy, do której wlałam czekoladę, ugotowane bakalie i pokrojone migdały (ty już na wagę nie patrzyłam, sypałam jak leci). Wszystko razem wymieszałam łyżką :)


Piekarnik nagrzał się w tym czasie do 180 stopni. Ciasto wylądowało w foremce i wraz z nią w piekarniku.

 Po pół godz wyglądało tak:

 Ale dałam mu jeszcze 10 minut. Po wyjęciu z piekarnika, czyli po 40 minutach wygrzewania się, już nieco ciemniejsze :)

Po schłodzeniu (czas usypiania dzieci) ciasto opuściło foremkę i prezentowało się tak:

Po przekrojeniu natomiast tak :)

Smacznego!!!

Myślę, że śmiało można dodać inne suszone owoce czy bakalie. W pierwotnej wersji miała się tam znaleźć również marchewka, jednak wizja tarcia owej skutecznie mnie od pomysłu odwiodła ;)

Dajcie znać, czy się udało i jak smakowało :)

buziale :***

niedziela, 2 grudnia 2012

Weihnachtsmarkt

Aaaaa... zaszalałam ;)
mój pierwszy w życiu kiermasz (i pewnie nie ostatni)
zimno (jakieś -4st przez cały dzień), 11 godzin na mrozie, wieczorem czułam się jak mrożonka wyjęta z zamrażarki (biedne te wszystkie kotlety, groszki... muszą się paskudnie czuć przy rozmrażaniu ;p), ale było fajnie :D nawet udało się co nie co sprzedać :)
Byłam z mamą, która miała całą masę kartek świątecznych.
Na początek zapowiedź z gazety, że kiermasz się odbędzie ;) 


A tak prezentowało się nasze stoisko wieczorem (fotki dzienne w aparacie mamy, a aparat powędrował z mamą do pracy ;))

o, znalazło się zdjęcie za dnia robione ;)
 W tle, pod samym kościołem, widać już tylko rusztowanie po naszym stoisku ;)

Pozdrawiam serdecznie i tak trochę już zimowo, choć jeszcze jesień... ;)

Buźka :*

piątek, 9 listopada 2012

zaniedbałam, ale się poprawiam

Najnormalniej w świecie zaniedbałam bloggera, niestety łącznie z jego użytkownikami. Doba nie chce się rozciągać, a szkoda. Małe zmiany w życiu, dwójka dzieci, z czego jedno od jakiegoś czasu chodzi, wszystko pochłania trochę czasu. Ale to, że nie było mnie tu, nie oznacza, że nic nie robiłam. Robiłam :) Może nie za dużo, ale jednak. Część zdjęć zaginęła w czeluściach kart pamięci, część na bieżąco zrzucałam na dysk :)
Przez jakiś czas może panować tu mały bałagan, bo mam zamiar trochę blog przekopać, odświeżyć... Czy mi się uda? Mooooże ;)
Być może po raz kolejny będą pojawiały się wpisy w obcym języku, ze względu na obecne miejsce pobytu i zaglądaczy, którym google tłumaczy bloga, jak... jak to google ;)

Żeby nie było, że wpadam z pustymi rękoma, pozostanę w temacie pieluchowym ;)
Kolejna pielucha formowana (tym razem wkład wszyty)

i następne trzy z wszytym wkładem

oraz nieprzemakalny woreczek na zużyte pieluszki (wcisną się cztery)

Na teraz to wszystko, robota woła, ale postaram się nadrobić wszelkie zaległości (przynajmniej w pokazywaniu ;)) jeszcze dzisiaj ;)

buziale:***


niedziela, 11 grudnia 2011

między karierą a pieluchami

Uszyłam na szybko saszetkę na pieluszki, które do tej pory żyły w torbie własnym życiem. Teraz im to ukróciłam ;) Nie jest mega doskonała, ale funkcję chyba będzie spełniać. W tej chwili wchodzą spokojnie 4 pieluchy w rozmiarze 2. Na upartego można zmniejszyć liczbę pieluch i włożyć dodatowo małe opakowanie chusteczek, w sam raz na wyjście.
A jeśli o karierę tytułową chodzi... Od wczoraj jestem magistrem (jeeeny jak to brzmi). Dla komisji przygotowałam (również na szybko, w nocy przed obroną) podziękowania - kartki z czekoladą.

Dziękuję za miłe komentarze do poprzedniego posta :)
Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 27 września 2011

kompletnie nie robótkowo ;)

ale brzuszkowo... 16go września wieczorną porą spontaniczna sesyjka z brzucholkiem... wrzucam tylko dwa zdjęcia ;)

termin porodu - 26 września...
jednak 17go o 14:35 wyskoczyła (nie męcząc za bardzo mamusi ;)) Klaudia :D
więc się chwalę :D
zdjęcia szpitalne... troszkę ponad godzinkę po porodzie:
i z 21go września:

pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy tu zaglądają :D
(a miałam serwetkę pokazać ;p młoda psikusa zrobiła i zamiast serwetki się pojawiła ;p)

niedziela, 14 sierpnia 2011

klimatycznie!!! :)

Dziś miało być bolerko zrobione na szydełku ;) ale jest coś innego...
Popołudnie spędziliśmy w Zagórzu Śląskim, a raczej nad Jeziorem Bystrzyckim (jakieś 15km od domu a pierwszy raz się tam razem wybraliśmy... wstyd! ;)). Poszliśmy na obiad do klubu plażowego i... aż mi dech zaparło... czemu? Bo pstrąg smażony był pyszny? aj tam... owszem, był, ale to nie to ;)

Na zdjęciu poniżej fragment tego, co zobaczyłam ;) Widzicie to spojrzenie małego człowieka? Chcecie zobaczyć więcej? W takim razie klik tutaj i proszę bardzo :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :***

niedziela, 10 lipca 2011

krótka relacja z DLWC :D

Znacie to uczucie, kiedy na koniec imprezy przypomina wam się, że aparat fotograficzny macie w kieszeni? ;p
Więc zdjęć z sobotniej części Dolnośląskich Letnich Warsztatów Craftowych mam całe 7 (słownie -siedem).
To może od zdjęć właśnie zacznę:
Rano było spokojnie, pusto, ale dzieci wzięły się za robotę, kolorowały motylki:

później Maja opuściła Michała, który rysował, wycinał...

Dla dzieci przygotowane było wyzwanie na ozdobienie pudełka. Michaś ozdobił pudło i właśnie pokazuję mu, gdzie ma je zanieść :) (zdjęcie podebrane Krulikowi)
Tu już pokaz Czarownicy i jej embossing na gorąco, obok Stefa, która wcześniej pokazywała, jak zrobić kwiatuchy z filcu:
Natka tworzy:

Przygotowane były również wyzwania mapkowe, do wyboru były po 3 mapki na kartkę i 3 na scrapa oraz wyzwanie recyclingowe. Choć młody skakał po plecach i koniecznie chciał robić coś innego udało mi się przygotować dwie prace, kartkę i scrapa. Na recycling czasu nie starczyło. Karteczka z papierów ILSowych, które zabrałam ze sobą:
i nagroda za nią:
oraz LO na Amber z ILS, zdjęcia nie miałam przy sobie żadnego, ale w pudle z materiałami do wyzwań wykopałam obrazek, który mi się spodobał, więc wykorzystałam:
słabo widać tiul, ale tam jest ;)
i nagroda za zrobienie scrapa:
Michaś za ozdobienie pudełka również otrzymał nagrodę :)
wręczenie nagród:
a tu już pudełko i nagroda:

Jeśli o warsztaty chodzi, wzięłam udział w ozdabianiu szklanego lampionu papierem ryżowym, ale że jeszcze nie polakierowany jest, pokażę go innym razem :) Mi się już podoba :)

Na DLWC przygotowałam też trzy prace konkursowe, które nic nie wygrały, ale ja i tak jestem z nich dumna (w końcu w czwartek dopiero zdecydowałam się jechać do Wrocławia :)) i pokażę w osobnym poście.

Więcej zdjęć znajdziecie na blogu Kwiatu Dolnośląskiego, a jak jakieś jeszcze do mnie dotrą, to pewnie je tu wrzucę.

Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli życzę :***

wtorek, 7 czerwca 2011

starzejemy się ;) i albumik na ILSach

Post dla lubiących długaśne posty za sprawą wielu zdjęć ;)
Starzeję się... ;p Moje dziecię skończyło wczoraj 4 lata. Wiek poważny, dziecię czasami poważne ;p Matka na szybko skleciła ze zdjęć jakie miała albumik w ramach prezentu. Taki prosty, bez dodatków, ILSy (zeszyty II i meadow sorbet + jakieś resztki ;)) na tekturze 20x20, pobazgrane gdzie niegdzie pisakiem, mazakiem, kilka stempelków i zdjęcia 3-letniego Michała. Wszystko zbindowane. Czyli znów bez jakiejś filozofii ;)
a teraz uwaga, zdjęcia ;p (namieszałam sobie w ustawieniach aparatu i się dziwiłam, co one takie jakieś... bez komentarza, ja farbowana ;p już odmieszałam, ale zdjęcia beznadziejne, mimo to wrzucam jak leci)








A teraz solenizant... Tort oczywiście być musiał ;) Młody się go wcale nie spodziewał (chyba nikt się nie spodziewał), ale zdaje się, że okazał się być hitem wieczoru ;p Miś ciast nie lubi, nic nie piekłam, nie kupowałam, ale świeczka zakupiona w tajemnicy była. Wpadłam więc na pomysł zrobić "mega szybki, tani torcik". Buła maślana z nutellą, na wierzch świeczka i voila, dziecię szczęśliwe ;)

Jednym w punktów planu dnia wczorajszego była też Ikea. Tu taki mały wycinek, czyli fruwające dziecko (sama bym poskakała :D)
Pozdrawiam serdecznie i miłego wtorku życzę.
Buźka

p.s.
w odp. na pyt. dzidzia ma się dobrze, rośnie zdrowo :D

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails