Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografie 'inne'. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografie 'inne'. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lutego 2014

pierwszy obraz córki i któryś tam syna ;)

Plątały się płótna, podniszczyły się troszkę, plątała się córa (nie, ta się nie plątała, ale marudziła ;)). Przypomniałam sobie o szablonach samoprzylepnych, prztkleiłam jeden z nich do płótna podałam pannie mazaki i chętnie zaczęła kolorować. 

A że mazaki się znudziły, w ruch poszły farby.

W międzyczasie pozostałą wolną przestrzeń pozaklejałam taśmą klejącą.

Córa cierpliwie malowała...

 Dla odmiany po pędzlach w ruch poszła gąbka (kawałek gąbki do naczyń)

Dzieło niemal skończone ;)

Jeszcze z przyklejoną taśmą i szablonem

Malartwo nie jest dla czyścioszków ;)

Po odklejeniu wszelkich pomocy malarskich obraz prezentuje się tak:

Dumna autorka

Chory piżamiak też się skusił na malowanie. Bez szablonów, freehand ;)

Szybkie proste ruchy pędzlem

I dzieło skończone

Obrazy stanęły do wysuszenia


razem

i jeszcze Klaudii przyłożony do ściany


w celu urozmaicenia popołudnia użyto: dzieci lat 2,5 i 6,5, 2 płótna malarskie, farbki akrylowe z jakichś zestawówpuzzli drewnianych, 2 pędzle, mazaki, plastikowy szablon malarski samoprzylepny (w Niemczech dostępny w "tedy" po 1euro za sztukę), taśma klejąca, kawałek gąbki i trochę czasu :)
aaaa... na koniec umywalkę wody i mydło ;)

Polecam malowanie w ramach nudy i nie tylko :)

pozdrawiam serdecznie :*

środa, 22 stycznia 2014

gofry i donuty

Chodziło za mną od dni kilku, żeby coś zrobić. Tak poza robótkami ;) 
Są więc gofry, a że i donut-maker z nami mieszka, poszedł i on w ruch :)

Dla zainteresowanych podaję przepis na naszą górę gofrów i donatów zużyliśmy (my, bo dzieci pomagały :)):
200g miękkiego masła
4 jajka
0,5 szkl. cukru
2 op. cukru wanilinowego (waniliowy byłby lepszy, ale nie mam)
0,5 kg mąki
op. proszku do pieczenia
200 ml śmietany
200 ml jogurtu waniliowego
250 ml mleka

Masło zmiksowaliśmy z cukrem i cukrem wanilinowym, następnie miksując wbijaliśmy pokolei jajka. Po uzyskaniu (dość) jednolitej masy dosypywaliśmy mąkę z proszkiem do pieczenia na zmianę ze śmietaną, mlekiem i jogurtem. Po zmiksowaniu wszystkiego i usyskaniu gładkiej jednolitej masy garnek poszedł w odstawkę ;) Nie trzymałam ciasta godzinę, żeby się odstało. Może jakieś 15 minut. Z naleśnikami też nigdy nie czekam ;)

Przyszły sprzęty, nagrzały się i ciasto zaczęło przybierać kształty podyktowane przez formy ;)

Po ok 2-3 minutach od wylania ciasta, gotowe już gofry i donuty wędrowały na wyłożony ręcznikiem ruszt z piekarnika w celu odparowania.














Przepisu nie wymyślałam, jedynie lekko zmodyfikowałam znaleziony tutaj 

Życząc smacznego pozdrawiam serdecznie :*

środa, 30 stycznia 2013

ciasto czekoladowo... bakaliowe?

Bo czy daktyle i morele to bakalie czy raczej suszone owoce? ;)
Leżały daktyle... już nie leżą ;) 
Pobiegałam po zakamarkach różnych, pozbierałam, co leżało zaczęte, a nie skończone i zrobiłam ciasto. Mama patrzyła z przerażeniem... Chcecie też się przerazić? 
Zapraszam więc do spróbowania mojego ciasta :D

wykorzystane do niecnego czynu kuszenia męża mojego (i nie tylko jego) zostały:
  • suszone daktyle bez pestek 200g
  • suszone morele 100g
  • suszona żurawina 100g 
  • rodzynki 100g
  • cukier waniliowy
Daktyle i morele pokroiłam, dorzuciłam żurawinę i rodzynki, zalałam wodą i ugotowałam z dodatkiem cukru waniliowego. Chwilę się pogotowało, odstawiłam i przykryłam.

Czekolady gorzkiej nie było, ale była taka:




2 tabliczki czekolady wylądowały w garnku z łyżką miodu (miałam pod ręką leśny) i odrobiną mleka. Mleko dodałam "na oko" tak, żeby uzyskać jednolitą masę czekoladową. Po podgrzaniu odstawiłam.
 
Następnie

  • 100g miękkiego masła
  • 5 łyżeczek cukru (myślę, że i 3-4 byłoby w porządku)
zmiksowałam i dodałam 2 jajka (wciąż miksując). 
Następnie dodałam:
  • 150g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
znów zmiksowałam do uzyskania jednolitej masy, do której wlałam czekoladę, ugotowane bakalie i pokrojone migdały (ty już na wagę nie patrzyłam, sypałam jak leci). Wszystko razem wymieszałam łyżką :)


Piekarnik nagrzał się w tym czasie do 180 stopni. Ciasto wylądowało w foremce i wraz z nią w piekarniku.

 Po pół godz wyglądało tak:

 Ale dałam mu jeszcze 10 minut. Po wyjęciu z piekarnika, czyli po 40 minutach wygrzewania się, już nieco ciemniejsze :)

Po schłodzeniu (czas usypiania dzieci) ciasto opuściło foremkę i prezentowało się tak:

Po przekrojeniu natomiast tak :)

Smacznego!!!

Myślę, że śmiało można dodać inne suszone owoce czy bakalie. W pierwotnej wersji miała się tam znaleźć również marchewka, jednak wizja tarcia owej skutecznie mnie od pomysłu odwiodła ;)

Dajcie znać, czy się udało i jak smakowało :)

buziale :***

niedziela, 2 grudnia 2012

Weihnachtsmarkt

Aaaaa... zaszalałam ;)
mój pierwszy w życiu kiermasz (i pewnie nie ostatni)
zimno (jakieś -4st przez cały dzień), 11 godzin na mrozie, wieczorem czułam się jak mrożonka wyjęta z zamrażarki (biedne te wszystkie kotlety, groszki... muszą się paskudnie czuć przy rozmrażaniu ;p), ale było fajnie :D nawet udało się co nie co sprzedać :)
Byłam z mamą, która miała całą masę kartek świątecznych.
Na początek zapowiedź z gazety, że kiermasz się odbędzie ;) 


A tak prezentowało się nasze stoisko wieczorem (fotki dzienne w aparacie mamy, a aparat powędrował z mamą do pracy ;))

o, znalazło się zdjęcie za dnia robione ;)
 W tle, pod samym kościołem, widać już tylko rusztowanie po naszym stoisku ;)

Pozdrawiam serdecznie i tak trochę już zimowo, choć jeszcze jesień... ;)

Buźka :*

wtorek, 7 sierpnia 2012

dziś kulinarnie - obiad "na winie" :)

czyli co się nawinie to do gara/na patelnię :) Obiad resztkowy znaczy się, który u nas dość często występuje i z reguły za każdym razem ma inny skład.

Na moją patelnię trafiły:
250g mięsa mielonego - podsmażyłam
1 cukinia duża - pokrojoną dorzuciłam do mięsa
pół cebulki - drobno pokrojoną też dorzuciłam (można wcześniej podsmażyć, ale nie chciało mi się ;))
przyprawiłam solą
2 duże pomidory - pokroiłam i dorzuciłam jak cukinia się troszkę podsmażyła. Dusiło się to chwilę. Dosypałam bazylię, paprykę, czosnek granulowany (nie miałam świeżego, gdyby był, wylądowałby wcześniej z cebulką), pieprz.
Dodałam koncentrat pomidorowy.
W międzyczasie do gara trafiło jakieś 250g makaronu świderki. Makaron przelany zimną wodą i odcedzony trafił na patelnię.
Na osobnej patelni (wiem, wiem, z grilla byłoby lepiej) podsmażyła się mała cukinia, przyprawiona solą i pieprzem (czosnek się skończył) i na koniec wskoczyła na gotowe danie.


Smacznego :)

P.S. ponieważ obiad ugotowany wcześniej niż będzie podany nie dodawałam żółtego sera, który zostanie (może) dorzucony po podgrzaniu dania :)

P.P.S. proporcje mogą być inne, ja wpakowałam to, co miałam (głównie o mięso mi chodzi;))

P.P.P.S. gdyby ktoś wypróbował przepis, dajcie znać, czy smakowało :)

czwartek, 16 lutego 2012

jedwab

Wydłubała się chusta z jedwabiu... tak 100% jedwab... kusił, oj bardzo kusił... choć siateczka monotonna, czasem włóczka uciekała z szydła, skończyłam dłubać... ufff ;) efekt chyba nie najgorszy. Moje plany nieco inne były, ale mama chciała akurat taką, to przecież się kłócić nie będę ;)
Zawieszona na wieszaku wygląda tak:
zbliżenie na siatkę:
i fotki naludziowe (klik na zdjęcie a się powiększy i lepiej będzie widać :))
i zdjęcie z blokowania też wrzucę, bo kształt inny niż tradycyjnych chust:
Włóczka to jedwab z biferno.pl (500m/50g) szydełko 2,5mm


A tak przy okazji pokażemy się, bo dawno się nie pokazywaliśmy ;)

Pozdrawiam gorąco :*

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails